image
Kursy i Szkoła Tarota Zapraszam na kurs Tarot. Wielkie i Małe Arkana. Warsztaty wróżbiarskie, Wrocław, 26 - 29 wrzesień 2019 roku. Podczas kursu poznamy znaczenia wszystkich kart tarota oraz nauczymy się kilku, podstawowych rozkładów wróżebnych...
 
Czytaj więcej...
image
Jan Witold Suliga - Tarot Historia tarota nie ma kresu, nie bez racji bowiem powiadał Eliphas Levi, że ten, kto się z nim wiąże, bierze na siebie jarzmo łańcucha duchowych wtajemniczeń, które rozpoczynają się od Henocha i Hermesa Trismegistosa, lecz nie kończą nigdzie... Czytaj więcej...
* *
image image

Jan Witold Suliga -Święto seksu i wolności, wywiad dla POLSKA The Times

wodzenie Judosza, SkoczówO pogańskich korzeniach wielkanocnego święta z antropologiem kultury Janem Witoldem Suligą rozmawia Agnieszka Kropielnicka, POLSKA The Times

Skąd wzięła się Wielkanoc?

Podstawowo – z żydowskiego święta Paschy, które, według ich księżycowo-słonecznego kalendarza wypada zawsze po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Dla Żydów jest to święto wolności, bowiem czczą oni w ten sposób pamięć o wyjściu z Egiptu, z kraju ich niewoli.  Symbol naszego wielkanocnego baranka nawiązuje więc nie tylko do Jezusa Chrystusa, ale i również do tego fragmentu Biblii, w którym mowa, iż Żydzi musieli zabić barana i pomazać jego krwią progi swych domów, żeby Anioł Śmierci nie zabrał im pierworodnych. Dla nas też powinny być to dni świętowania wolności, bowiem śmierć Mesjasza uwolniła nas od grzechu. W obu przypadkach można powiedzieć, że wolność ta to po prostu nowe życie. Wiosna także wszystko budzi się do życia. Kiedy więc ta żydowsko – chrześcijańska symbolika religijna dotarła do Europy Zachodniej i Północno-Wschodniej, nałożyły się na nią wierzenia Celtów, Słowian i Germanów, którzy w podobny sposób świętowali nastanie wiosny.

 

topienie MarzannyOprócz baranka paschalnego – które z wielkanocnych tradycji pochodzą spoza chrześcijańskiego świata?

Absolutnie wszystkie. Wielkanoc z całą swoją symboliką mieści się w cyklu wiosennych słowiańskich rytuałów, rozpoczynających się od chwili utopienia Marzanny. Tego utopienia, uśmiercenia Pani Zimy dokonuje się na przełomie zimy i wiosny. Już Długosz w swych kronikach grzmiał i ział złością na lud tak tę Marzannę do wody bezlitośnie „ciepie”. A chodziło tylko o to, żeby uroczyście przegnać zimę, czyli uśmiercić śmierć. Stąd inna nazwa Marzanny – Śmiercicha. Co pewnie ucieszy wszystkie kobiety -  nie zawsze pławiono babę, czasem był to facet i analogicznie nazywał się Śmiercich.

A co znaczy imię Marzanna?

palenie ŚmiercichyZ prasłowiańskiego słowa marz, które oznaczało marznąć, ale także mazać. Czyli nie tylko skuwać mrozem i zabijać, ale także rozpuszczać, wiać ciepłem, sprawiać, że wszystko dookoła płynie w cieple, robi się maziste, mięknie. Marzanna była więc boginią życia i śmierci, a  co za tym idzie, także panią krainy zmarłych. I właśnie od tego rytualnego spławienia jej figury aż do „sobótek”, czyli do przesilania letniego, trwał cały cykl świąt związanych ze zmarłymi. Słowianie mieli dwa święta zmarłych – jesienne pozostało nam do dziś właśnie jako święto zmarłych, a to wiosenne pozostało w naszej obyczajowości pod postacią symboli, kojarzących się obecnie z religią chrześcijańską.

No to jedźmy po kolei. Pisanki?

Najstarsze polskie pisanki pochodzą z 9 wieku, a więc z okresu pisanka, IX w. Śląskprzedchrześcijańskiego Znaleziono je na Śląsku. Przedstawiają wizerunki solarne albo spirale; te ostatnie też mają  kosmiczną, solarną symbolikę, ponieważ jajko symbolizuje słońce, a więc coś, co zawsze wstaje, co się bez końca odradza. Z pisankami wiązała się cała masa zaduszkowych obyczajów, zaklinających dobrobyt na cały rok i przychylność na tamtym świecie. To z tak zamierzchłych czasów pochodzi zapewne znana wszystkim zabawa w siłowanie się na jajka. Ówczesnym nieodrodnym obyczajem zaduszkowym była krakowska Rękawka, kiedy z kopca Krakusa – nie tylko księcia, ale także silnego bóstwa, które pokonało smoka, staczało się pisanki – a kto tylko mógł – stawał u podnóża, łapał hurtem i zanosił do domu. Tak wyglądało zaklinanie bóstw, żeby nam darzyły. Ludzie myśleli wtedy głównie o tym, żeby wreszcie się najeść – wtedy na przednówku trzeba było nieźle zaciskać pasa, czy raczej, dla ścisłości – mocniej zawiązywać się sznurkiem. Co ciekawe, rytuały związane z pisankami, odprawiano także w Egipcie i na bliskim Wschodzie.

święcenie palm wielkanocnychDlaczego chodzimy święcić palmę? Czy to przypomnienie wjazdu Chrystusa do Jerozolimy i tego, że lud witał Go machając palmowymi gałązkami?

To też, nie przeczę, ale podczas słowiańskiego wiosennego święta zmarłych chodziło się do świętych gajów, w których przebywały dusze przodków – wierzono, że mieszkają w drzewach. Wielkanocna palma ma analogię w tzw. gaiku – czyli świeżej gałązce niesionej z miejsca kultu do domu. Dlaczego tak sądzę? Dlatego, ze obyczaj ten wyraźnie kojarzy się z wielkanocną palmą, poświęconą i przyniesioną z kościoła. Odnosi się ona także do słowiańskiego obyczaju wiosennego majenia domów kwiatami i świeżymi gałązkami w celu zapewnienia domownikom szczęścia.

Na naszych stołach i wielkanocnych pocztówkach zawsze są kurczaczki i zające.

Kurczaczek jest tak oczywistym symbolem nowego życia i wiosny, że chyba nie trzeba tego wyjaśniać. Z zajączkiem jednak sprawa jest nieco bardziej skomplikowana i znacznie bardziej starożytna. Nasz region Europy był wymieszaniem nacjizajączek wielkanocny – zanim pojawili się Słowianie, teren ten zajmowała wielka konfederacja ludów celtycko - germańskich. Otóż zajączek u Celtów symbolizował początek wiosny z tego prostego powodu, że z samym początkiem owej pory roku zaczyna się ruja zajęcy. Rozpatrując te sprawy stale zapominamy o tym, że ludzie kiedyś byli o wiele mocniej wyczuleni na znkurczaczek wielkanocnyaki natury. Celtycki zając ma także aspekt słoneczny – jest symbolem solarnym– to kicanie łukami kojarzyło się ludziom z łukiem, zataczanym przez słońce – ono też się wznosi, jest coraz wyżej, coraz więcej w tym łuku światła im jest on większy. A Słowianie dodatkowo wierzyli, że kiedy słońce wstaje, to pląsa na horyzoncie – kołysze się i tańczy – i wszelkie zwierzę, które miało analogiczny, radosny sposób poruszania się, miało zawsze naturalne odniesienie do słońca i wiosny.

O co dokładnie chodziło w obyczaju śmigusa-dyngusa?

O dzieci. To wszystkim wiadomo, że przynosi je bocian, prawda? Ale skąd się to wzięło?. Otóż Słowianie wierzyli, że dusze dzieci przylatywały razem z ptakami na wiosnę. Ale żeby dokładniej to wyjaśnić musimy zacząć od sobótek, a wiec od momentu przesilenia letniego Pali się wtedy ognisko, tańczy. Jest to ewidentnie seksualne święto, pary sobie znikają bezkarnie w krzakach, żeby szukać, rzecz jasna, kwiatu paproci. I teraz policzmy – dokładnie pdziady śmiguśneo 9 miesiącach, a więc na początku wiosny, rodzą się dzieci – dokładnie wtedy, kiedy ptaki wracają z ciepłych krajów. W związku z tym wierzono, ze razem z ptakami dusze dzieci zstępują do ciał już uformowanych w łonach matek. W pewnym sensie u Słowian istniała więc wiara w reinkarnację dusz, ale w trochę innym sensie niż hinduistyczny. Wierzyli oni, że dusze zmarłych wychodzą z ciał, przebywają przez jakiś czas w jednym z dwóch zaświatów - w wyraju ptasim, niebiańskim, lub w wyraju podziemnym, po czym powracają do łon matek, ale w ramach swojego rodu lub klanu.
I od tego momentu, czyli od początku wiosny, zaczynają chodzić przebierańcy zwani w Polsce dziadami śmiguśnymi, a na Bałkanach kukierami – tymi, którzy zapewniają płodność. I tych dziadów, kiedy chodzą od domu do domu, trzeba dobrze podjąć, żeby im nie podpaść. W tych dniach też chłopcy mieli obowiązek ganiać za dziewczętami i oblewać je wodą, która symbolizuje płodność. Ale proszę zwrócić uwagę, że obchodzimy tylko dyngus, a śmigusa nie. O ile dyngus daje się jeszcze znieść, bo polega na polewaniu dziewcząt wodą, o tyle śmigus jest mniej przyjemny. Chłopcy ganiali za dziewczętami i bili je wierzbowymi witkami, czasami aż  do krwi. Były to swoistego rodzaju zaloty, konsumowane – jeśli tak można powiedzieć – w czasie palenia letnich sobótek. A po 9 miesiącach, wraz z powracającymi ptakami, pojawiały się na świecie dzieci... I w ten sposób odwieczny cykl się zamykał.

Czy próbował pan kiedyś połknąć na szczęście wierzbowego kotka?

Dla szczęścia stawiano je w domach, a łykało się po to, żeby być zdrowym przez cały rok. Próby łykania bazi często kończyły się fatalnie – nie radzę, bo tym kosmatym cholerstwem jest się o wiele łatwiej udławić niż czymkolwiek innym...

kukierzy, Bułgaria

Czytaj też inną wersję tego wywiadu: link

Jan Witold Suliga

O mnie i o tym czym się zajmuję

jws333

Nazywam się Jan Witold Suliga. Z wykształcenia jestem antropologiem kultury, doktorantem Ranchi University w Indiach, z zawodu - wróżbitą, terapeutą i nauczycielem. Moją największą pasją są tarot i kabała, którymi zajmuję się od ponad ćwierćwiecza. Równie długo wróżę tarotem, gdyż jest on doskonałym narzędziem umożliwiającym dokonanie wglądu w duszę i przyszłość człowieka. Moja książka „Tarot. Karty, które wróżą” była pierwszą, oficjalnie wydaną w Polsce publikacją na temat tarota. Jestem autorem wielu innych książek i publikacji poświęconych tarotowi, kabale, angelologii, wierzeniom Słowian, ezoterycznym tradycjom Europy itp. Będąc z powołania nauczycielem lubię dzielić się swoją wiedzą i duchowymi doświadczeniami. Dlatego założyłem Kabalistyczną Szkołę Tarota, prowadzę kursy i lekcje indywidualne dotyczące metod i technik wróżenia tarotem, symboliki tarota, duchowego bhp, mistycznej kabały i innych zagadnień. Jestem również terapeutą, specjalizującym się w terapii uzależnień duchowych, DDA, DDD, zaś opracowana przeze mnie terapia Mandala Duszy stanowi kwintesencję mych duchowych i życiowych doświadczeń. 

Doradztwo

TAROT.25

Karty tarota - konsultacje

Puszkina 3/1 Józefów

dojazd:

PKP Michalin

( Minibus z Dworca Centralnego lub SKM, kierunek Otwock, Dęblin )

link   

Zapraszam :)

Kabalistyczna Szkoła Tarota